![]()
|
Rejestracja: 15-07-2008 08:36
|
© Dominika Dronska Dla wszystkich tych, którzy byli świadkami wtorkowego występu Duran Duran w NIA tytuł tego felietonu jest na pewno zrozumiały. Tych, którzy nie mieli tej wątpliwej przyjemności, mogę tylko zapewnić, że niewiele stracili. W ostatni wtorek nadarzyła się mi pewna okazja. Znajomy znajomego, pracujący przy oświetleniu w NIA w Birmingham, znalazł się w posiadaniu 2 biletów na Duran Duran. Za symbolicznego funta. Uważam siebie za miłośnika muzyki wszelakiej ale należę do tej grupy, która przeżywa kontemplując. Może to kwestia wieku, że bardziej już cenię sobie kameralne sytuacje i możliwość niezakłóconego odbioru? A może niechęć do pewnych objawów kultury masowej? Dość powiedzieć, że stadionowe koncerty to nie jest mój ulubiony typ rozrywki. Ale za funta? Grzech odmówić, tym bardziej że zawsze byłam wielbicielem NEW ROMATIC. Duran Duran co prawda zniknęli mi z oczu na dłuższy czas ale któżby nie pamiętał magicznych tonów Ordinary World czy Perfect Day. Pominę w tym felietonie cieżkie opisy zachowań brytyjskiej publiczności w oczekiwaniu na muzyczne przeżycie. Pominę niewysublimowane menu, którym raczono się naokoło w trakcie koncertu, choć zapach angielskich hoddogów przyprawiał mnie o mdłości. Pominę również nikogo nie interesujące opisy suportera DUKE SPIRIT, choć szczerze mówiąc wokalistka dawała z siebie wszystko i nawet grali nieźle. Może nawet lepiej od swojego następcy. Tak więc dużo pominę i zacznę od wielkiego wejścia. Powiem wam: duuuże przeżycie... Pamiętam siebie sprzed lat na koncercie The Prodigy w Katowickim Spodku, pamiętam jak łamaliśmy barierki pchając się na scenę jak tylko Prodigy na niej stanęło... taaak, czar wspomnień. I muszę przyznać psychologia tłumu działa zawsze. Zgasły światła, potężny basowy i elektoniczny rytm zaczął się rozlegać w powietrzu, zadrgały światła i powietrza. Począwszy od pierwszego rzędu ludzie zaczęli się kolejno podnosić, unosić ręce, wyklaskiwać rytm, krzyczeć. Dałam się porwać. Zdążyłam się zdziwić ale miło myśląc, że Duran nabrało tego prawie postindustrialnego sznytu, jak to mozliwe? I nagle światła rozbłysły Duran pojawili się na scenie. Simon LeBon zaśpiewał. I zazgrzytało. Ale jak! Do końca utworu nie mogłam się otrząsnąć. Po piewsze fałsz po drugie fatalny aranż. Zgodnie z podmuchami postmodernizmu im bardziej kontrastowe połączenie nieprzystających gatunków tym lepiej, tylko jeszcze ktoś musi poukładać ten kolaż w spójną całość. I tego kogoś tu najzwyczajniej w świecie zabrakło. Nowym aranżom starych brzmień brakuje spójności. Nowoczesny, bardzo szybki rytm, zeektronizowane brzmienia i do tego wokal, który trochę stracił na świeżości i mocy ale wciąż jeszcze jest silnie osadzony w estetyce lat 80-tych. Chcąc nadążyć za galopującym tłem metrosexualny głosik Le Bon zaczyna wpadać w desperackie tony. Co romantyczne staje sie tragiczne, a z tragicznego śmieszne. Dla wtajemniczonych oczywistym jest, że Timbaland sprawujący opiekę artystyczną nad zespołem odcisnął swe tragiczne piętno na estetyce Duran. Ale na tym nie koniec. Za maskami kostiumów i umalowanych twarzy przebija jakby jakaś pustka, czegoś tam brak. Czy to oni grają muzykę, czy muzyka ich gra? Czy to tylko manekiny poruszające się siłą sukcesu sprzed lat? Publiczności to nie przeszkadza, mają swoją gwiazdę. Duran pochodzą z Birmingham więc całkowicie to rozumiem. Rozumieją to też muzycy i często nawiązują do początków swojej kariery, przypominają miejsca i nazwiska, publika wiwatuje. Show jest naprawdę wielkiego formatu i nawet mimo ogromnej jak na zespół tej klasy niespójności stylistycznej i mnie porywa do tańca gdy słyszę Come undone czy Notorious. Niestety nawet w tych utworach, utworach wielkich, utworach ponadczasowych i niezniszczalnych zespół popełnia rażące pomyłki, słyszalne nawet dla takiego drewnianego ucha jak moje. Muzycy gubią rytm, kiksują, zapominają własnych melodi. Ideał sięgnął bruku. Cóż, warto było zobaczyć jak bawią się Brytyjczycy. Można powiedzieć, że im muzyka w tańcu nie przeszkadza, za co ich szczerze podziwiam. A może nawet zazdroszczę? Po powrocie do domu w moim zacisznym kąciku ze słuchawkami na uszach przypominałam sobie czemu Duran Duran wielkim zespołem jest. Przypomniałam sobie bez trudu. ________________________________________________________________ Dominika Drońska, artysta malarz, tłumacz i marketingowiec prezentuje cykl felietonów społeczno-kulturalnych mocno osadzonych w codziennej rzeczywistości dzisiejszej Wielkiej Emigracji Polskiej w Wielkiej Brytani. Zapraszamy do lektury felietonu DURAN DURAN POWRÓT ZOMBIE. Z wdzięcznością powitam wszelkie uwagi i komentarze do artykułu. Zainteresowanych współpracą prosimy o kontakt: Dominika Drońska domkadr@yahoo.co.uk English version available on request. |
| 15-07-2008, 08:41 | Link | Cytuj |